Bo może w Wielkiej
Brytanii najważniejszy jest humor, w Niemczech powszechne poważanie, we Francji
idee a we Włoszech jednak najważniejsze są pozory. Tu ludzi ocenia się przede wszystkim po
tym, jak się ubierają i zachowują, co naprawdę często mnie po prostu wkurza...
Stare przysłowie:
„Jeśli wejdziesz między wrony, kracz jak one” – powinno się tyczyć wszystkich
turystów i ogólnie przyjezdnych, bo wszyscy Włosi cenią to, co zwykli nazywać
„bella figura”. To dwa słowa wspólne dla
całego kraju, czyli piękny wygląd, a może nawet lepiej- piękna figura.
Praktycznie
wszyscy Włosi twierdzą, że potrafią rozpoznać cudzoziemców z odległości
kilometra – nie tylko po tym, co noszą, ale głównie po tym, jak to noszą!
Wygląd Włochów nigdy nie jest niedbały, nawet jeśli tak się wydaje....
Szalik założony (niby) w przypadkowy sposób –
założony jest tak właśnie, jak powinien. Krawat nie do końca
zawiązany – również ten „niechlujny” węzeł, został
dopracowany w najdrobniejszych szczegółach, czy mankiety od koszuli,
wystające spod marynarki – na pewno nie są rozpięte przez nieuwagę. Każdy szczegół jest tu ważny, naprawdę.
Włosi, a szczególnie Włoszki - wydają majątek
na ubrania, głównie firmowe. Nazwa firmy wypisana na metce, ma tu ogromne
znaczenie. Słyszałam, że podobno rywalizacja o najlepszy strój zaczyna się już w
przedszkolu?! Strach się bać...
Tutaj każdy w
każdej chwili prezentuje „bella figura”. Wystarczy wyjść z domu i zaraz widać przykłady: taki np policjant z drogówki, który
w czterdziestostopniowym letnim upale
chodzi w oficerkach. Buty nie dość, że wysokie, w których jest bardzo gorąco,
to do tego straszliwie niewygodne do chodzenia lub prowadzenia samochodu. Nieważne to jednak. Ważne, że dobrze wyglądają. Oczywiście są idealnie wyczyszczone i wypolerowane. Do tego modne okulary
przeciwsłoneczne, firmy „Police” (oczywiście włoska marka).
Robi to też
barista w barze, gdy z nalewa spienione mleko do kawy w sposób znany co najmniej z reklam kawy lub z filmów, albo dziewczyna w kawiarni, gdy powolnym ruchem zakłada okulary przeciwsłoneczne jakby była znaną modelką..
Nawet pizzaiolo
(ten, kto przyrządza pizzę), gdy wychodzi z kuchni w restauracji, cały umorusany mąką, aby się z kimś przywitać – prezentuje to, co wszyscy jego
rodacy, czyli „bella figura”. O pizzy opowiada z taką pasją i uniesieniem, jakby
opisywał co najmniej Kaplicę Sykstyńską :)
Nawet przy
porannej jeździe do pracy widać, jak przez korki przebijają się na stylowych vespach - tysiące Włochów i Włoszek, od rana obwieszone
biżuterią, z nienagannym makijażem, z długimi kręconymi włosami wystającymi
spod kasków i oczywiście na szpilkach. Acha, najmodniejszy
jest stary, dwudziestoletni skuter Vespa, oczywiście w dobrym stanie. Jeśli
ktoś takiego nie posiada, zawsze może sobie kupić nowy - specjalnie stylizowany
na lata sześćdziesiąte. Ma być po prostu piękny.
Tak tu już jest... Nie jest ważne, czy to były premier Silvio Berlusconi posyłający
pocałunki z rządowej limuzyny, czy trener reprezentacji piłki nożnej w szytym
na miarę garniturze, czy policjant z nienaganną fryzurą na żel – każdy chce być piękny w tym, co robi. Czy przyrządzają
pizzę, czy makaron, albo espresso lub cappuccino - to musi być jak dzieło sztuki i musi być
doskonałe. Włoch może zrozumieć wysokie ceny w sklepach Prada, czy
Dolce&Gabbana, albo nawet spóźnienie, ale nie to, że coś nie jest piękne.
To może trochę płytkie, bo liczy się ta warstwa zewnętrzna a nie za bardzo, to co jest w środku, dlatego też słyszy się często, że szczególnie Włoszki są strasznymi materialistkami (widać to zwłaszcza podczas rozwodów, gdy wszystko trzeba zostawić żonie). No ale turystów, to zachwyca (zresztą ich można od razu rozpoznać w tłumie- krótkie rękawki i spodenki, sandały- gdy jest 13-15 stopni i Włosi paradują w puchowych kurtkach).
A jak oglądamy te wszystkie filmy o Włoszech to właśnie to jest dla nas takie wspaniałe, takie włoskie, prawda?:)
To może trochę płytkie, bo liczy się ta warstwa zewnętrzna a nie za bardzo, to co jest w środku, dlatego też słyszy się często, że szczególnie Włoszki są strasznymi materialistkami (widać to zwłaszcza podczas rozwodów, gdy wszystko trzeba zostawić żonie). No ale turystów, to zachwyca (zresztą ich można od razu rozpoznać w tłumie- krótkie rękawki i spodenki, sandały- gdy jest 13-15 stopni i Włosi paradują w puchowych kurtkach).
A jak oglądamy te wszystkie filmy o Włoszech to właśnie to jest dla nas takie wspaniałe, takie włoskie, prawda?:)
Oj to prawda , cała prawda o Włoszkach i włoskich obyczajach. Ja wciąż nie doszłam do tego jak to możliwe,że w tej naszej maleńkiej włoskiej prowincji, w dobie kryzysu większość włoskich żon nie pracuje, chodzi i zrzędzi na brak kasy, ale metki ich ubrań aż biją w oczy nie wspominając już tego,że śniadanie zjadają w barach a dzieci od maleńkiego ubierane są w Liu Ju, Disney H&M żeby o innych markach już nie wspomnieć. Ale tak od siebie dodam,że mimo iż tak dbają o te pozory i "bella figura" dla mnie ich styl jest zwyczajnie koszmarny. Jakoś mimo panującej mody nie potrafię włożyć na stopy kozaków na futerku do szortów i koszulki na ramiączkach oraz z odległości kilku kilometrów świecić łańcuchami złota i oryginalnymi Ray Banami. Zostaję wierna swojemu stylowi , który ostatnio został skomentowany jako "polski" mimo,że rzeczy , które miałam na sobie (nie markowe co to to nie) wszystkie były Made in Italy. Ale co mi tam mogę też zrobić "brutta figura" chi se ne frega?
OdpowiedzUsuńja tam mam w d.. co gadają o moim stylu ubierania. Dla nich tylko pozory się liczą..
UsuńA ja, tak z boku powiem, że wolę tych Włochów, niż Amerykanów, którzy noszą szmaty, a nie ubrania. Ile ja się nakłócę z mężem, zeby sie jakoś ubrał, a nie wyglądał jak jakiś żebrak. A on na to "I dont give a shit". On się tylko ubiera staranniej na elegancką kolację, najbardziej u matki. Niby wszystko ma tzw. firmowe, ale uprasować sobie nie da, a buty zawsze sportowe jakieś. On mowi, ze ja taka pozorantka jestem, ze wygląd taki wazny dla mnie, a ja nie znoszę takiego shabby style. My nie pracujemy, takie wieczne wakacje mogą znużyć, w niedbałości o strój także.
OdpowiedzUsuńMasz rację. W Stanach wiele razy widziałam Amerykanów, co nawet na grilla czy kolację u znajomych zakładali wymiętolone podkoszulki itp, bo po co sie stroić. A jak już mieli się lepiej ubrać na jakąś naprawdę ważną uroczystość, to nigdy ten styl mi się nie podobał- taki trochę, jak emerytów z Niemiec ;-)
Usuńo rany, chyba bym sie tam nie odnalazla!
OdpowiedzUsuńNie wspomnialas o fryzurach Wlochow ;)) Wlosi poswiecaja mnostwo czasu i uwagi fryzurom..i to juz od najmlodszych lat ;)
OdpowiedzUsuń