Life

Life

czwartek, 21 lutego 2013

Juesej wspomnieniowo, czyli - 10 lat minęło...

W ostatnich miesiącach często myślę o Stanach. Bo właśnie mija 10 lat, jak byłam tam po raz pierwszy. Kto by pomyślał, że to tak szybko minęło!
Pamiętacie, jak się straszliwie bałam wyjechać na rok?! Umierałam ze strachu i nie byłam pewna tej decyzji.. Ale zaryzykowałam i pojechałam. I nigdy nie będę tego żałować!

Dziwne, ze gdy czytam moje wpisy z tego roku 2002-2003 na starym blogu, to wygląda, jakbym ja tam wciąż tylko tęskniła za K (moim ówczesnym facetem)!... A gdy oglądam kilka setek zdjęć, które tam zrobiłam, to widzę moją uśmiechniętą twarz i ile nowych rzeczy doświadczyłam, ile zobaczyłam, ile zwiedziłam. I oglądam i wspominam z łezką w oku. Bo nie pamiętam tych łez tęsknoty, tego odliczania do powrotu do Polski, tylko pamiętam wspaniałych ludzi, których tam poznałam, piękne miejsca, kulturę i zwyczaje..
Początek był bardzo ciężki, bo wszystko nowe, bo daleko od Polski, bo okazało się, ze ang, który znałam z kursu językowego, to jakoś nijak się ma do mowy potocznej Amerykanów.Wydawało mi się, że mówią bardzo szybko i do tego jakby mieli kluski w gębie (tak niewyraźnie). Potem jednak powolutku wszystko poszło lepiej. Dałam radę nawet zdać prawo jazdy, bo okazało się, ze nie mogę jeździć na międzynarodowym, jeśli chcę być dopisana do ubezpieczenia samochodu.
Z tym samochodem to też była jazda:) W Polsce byłam świeżo po zdaniu prawka, jeździłam tylko i wyłącznie na fiacie punto(i tylko na lekcjach) a tu nagle musiałam się przesiąść na ogromną prawie ciężarówkę- Suburban GMC z automatyczną skrzynią biegów! Na światłach wciąż zapominałam na początku wciskać hamulec, bo jak zostawiałam na luzie, to samochód sam się toczył :) No i masakra, jak to zaparkować?! Później jednak wolałam wszędzie jeździć tym, niż Dodgem, bo czułam się w nim bezpieczniej i wszystko było lepiej widać z góry:)

Doświadczyłam wielu nowych rzeczy. Zobaczyłam np, że w USA można przyjechać pociągiem np z Florydy do Waszyngtonu wraz ze swoim samochodem! Ludzie w jednym wagonie, samochody w drugim :)
Był koncert The Cranberries z kocykami i lodówkami na trawie, był 4th of July w Waszyngtonie, był klub karaoke, było Polish Happy Hoursbyło Halloween Party i chodzenie z dziećmi po cukierki, był Uniwersytet Yale i Casino Mohegun Sun, był koncert Paderewskiego w Ambasadzie Polskiej w DC.
Wszystko było nowe. Dziwiły mnie te wszystkie miejsca "drive-trough", jak nie tylko fast foody ale też apteki czy nawet banki! :) Poznałam wiele wspaniałych smaków, jak marshmallows pieczone na ognisku, Twizzlers, Mac&Cheese czy cynamonowe gumy Big Red i cukierki Altoids (uwielbiam je do dzisiaj i zawsze je przywożę albo proszę o nie wszelkich znajomych). No i oczywiście czekoladki penaut butter. Miałam ulubione sklepy- słynne Ross i Marshalls, Forever 21 no i Victoria Secret. Odkryłam też najlepszą rzecz, jak świeczki Yankee Candles, za które oddałabym wszystko zawsze i wszędzie! Te zapachy, które wymyślają: jak świeżo ściętej trawy, pieczonego apple pie czy mój ulubiony "clean cotton". W zeszłym roku odkryłam, ze w jednym sklepie w Rzymie mają po kilka zapachów, wiec czasami sobie kupuję.
Zdarzyło się też, że niestety w tym okresie koło Waszyngtonu, gdzie mieszkałam -grasował słynny snajper, który strzelał do przypadkowych ludzi na stacjach benzynowych. Baliśmy się wychodzić z domu... Na szczęście po pewnym czasie go złapali.

Trafiłam na wspaniałą rodzinę, która tratowała mnie nie jak nianię ale jak członka rodziny, jak starszą siostrę. Przy każdych zakupach pamiętali, aby kupić coś, co ja lubię. Zabierali mnie na wszelkie wyjazdy. Byłam z nimi w Nowym Jorku, w Shenandoah Park, w pięknych jaskiniach Luray Caverns, w Sea Worldzie na Florydzie, w St.Augustine FL. I najlepsza rzecz, która mi się przytrafiła, to 4 dniowy rejs na Bahama! Oprócz tego mogły mnie odwiedzić obie moje siostry (jedna z Polski była na ok 2 tyg).
Ich dom był zawsze otwarty dla moich koleżanek, które tez były Au Pair w okolicy. Nazywali nas "Polish Mafia" :) Raz zrobiłyśmy nawet obiad z własnoręcznie zrobionymi pierogami, polską kiełbasą smażoną i gołąbkami i wszyscy sąsiedzi, którzy się zeszli zachwycali się naszą kuchnią:)

Byłam też na moich wakacjach na Florydzie, gdzie byłam w Disney Worldzie, w Miami na słynnej plaży South Beach, a na końcu dojechałyśmy (z koleżanką) aż na Key West. Pięknie tam było!
Szkoda w sumie trochę, ze w tamtych czasach była taka "moda" na pisanie blogów raczej bez szczegółów, bardziej "poetycko", niedopowiedzianie, bo poczytałabym sobie wrażenia z podróży itp. Wtedy nie dawało się zdjęć na blogi, nie było facebooka, nie pisało się dokładnie co i jak... Teraz po 10 latach wszystko jest takie inne, ale cieszę się, ze pisałam tego bloga, bo dzięki temu mogę sobie jednak co nieco poczytać.

W sumie to trochę też mi szkoda, ze ta tęsknota za K. wtedy tak mi trochę zatruła ten pobyt roczny w USA. Bo i tak, jak wróciłam to po krótkim czasie go zostawiłam, skoro wciąż miałam być dla niego "tą drugą". Szkoda, ze nie przejrzałam wcześniej na oczy, tylko łudziłam się jego zapewnieniami. No ale cóż, co było, minęło.
Jednak dzięki pobytowi w USA poznałam wiele wspaniałych ludzi, min. moją przyjaciółkę do dzisiaj, która tam została. Rodzina, u której byłam- także zostali moimi przyjaciółmi, wciąż mamy ze sobą kontakt. W 2006 zaprosili mnie na wakacje, tak się cieszyłam! Tym razem jednak nie tęskniłam, tylko cieszyłam się z każdej chwili przez 3 tyg. Bo to już na zawsze chyba tak zostanie, ze trochę mojej duszy tam zostało:) Dobrze, ze w 2006 już na blogu pisałam więcej, to dzięki temu mam więcej szczegółów.
Poza tym dzięki blogowi poznałam tez inne osoby, z którymi w tamte wakacje w USA się spotkałam, jak np "Wujek z Ameryki" (stary blog już niestety nie działa), Aga Baba Jaga i Swert. Oj ze Swert to była przygoda, bo się zgubiłam w Chinatown w Nowym Jorku, aby do niej dotrzeć!

Generalnie ten rok w USA dał mi bardzo wiele. Nabrałam dużej pewności siebie, której wcześniej zawsze mi brakowało i podliszfowałam język, dzięki któremu dostałam potem dobrą pracę we Wrocławiu. No i dzięki temu pobytowi stałam się bardziej otwarta i to wszystko razem pozwoliło mi poznać mojego S. Ale to już całkiem inna historia :)

Stany już na zawsze zostaną dla mnie miłym wspomnieniem. I wiem, że obecnie jest kryzys i że nigdzie nie żyję się super dobrze, ale na wakacje zawsze chętnie tam pojadę. Bo zostało mi jeszcze tyle do zobaczenia!! Wcześniej widziałam tylko wsch wybrzeże, Florydę i w 2011 - Chicago. A moim marzeniem jest Grand Canion i Hollywood. I wiele, wiele innych miejsc! I chcę znowu poczuć to wspaniałe uczucie stojąc na Times Square... No i chciałabym znowu odwiedzić "moją" rodzinę, zobaczyć, jak chłopcy się zmienili. Nie mogę uwierzyć, że wtedy mieli po 3 i 5 latek a teraz są już nastolatkami :)))

14 komentarzy:

  1. Bardzo fajne wspomnienia :) I wiele przygód, które też bym wspominała z łezką w oku :)

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja to czytałam 10 lat temu. sama w to nie wierzę, że to tyle lat...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wlasnie! 10 lat! kiedy to minęło??!! :)

      Usuń
  3. Fajnie jest mieć takie piękne wspomnienia ,by móc karmić duszę nimi , w chwilach trudnych do zniesienia.Ja też bardzo chciałam wyjechac do takiej pracy jako opiekunka , ale jakoś nigdy nie było mnie stać na taki wyjazd a może też brakowało mi samozaparcia. Sama nie wiem. Wciąż jednak mam nadzieję,że dane mi będzie zobaczyć ten kraj, zwłaszcza San Francisco, New York czy właśnie Florydę.Kto wie, kto wie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, nie kosztowało to dużo, bo była opłata za bilety i ubezpieczenie, ale dosyć zredukowana. A tam na miejscu płacili mi kieszonkowe co tydzien i za dwa kursy w szkole (można było sobie wybrać jakie się chce, ja wybrałam English as a second language). Poza tym oczywiscie musieli dac Ci własny pokoj, samochód do dyspozycji i wyzywienie, więc było ok.

      Usuń
    2. Dla mnie niestety w tamtych czasach nawet to było sumą astronomiczną, a wierz mi ,że przegrzebałam chyba wszelkie możliwe oferty:) No ale....Tak a propos- wczoraj w skrzynce meilowej znalazłam konkurs w którym do wygrania jest - Wycieczka do Nowego Yorku !!! Co Ty na ten zbieg okoliczności?Może jednak kiedyś tam pojadę, może pisane mi jest , a los daje mi o tym znać?:)

      Usuń
    3. Pojedziesz, na pewno! Nie przestawaj marzyc a kiedyś się spełni!:)

      Usuń
  4. Tak jak słynna "Niania w Nowym Yorku". Milo bylo przeczytac twoje wspomnienia i poznac cię z przeszlosci. Wczesniej troche o tym slyszalam z twoich postow.
    Moja corka tez pare lat temu przezyla podobną przygodę. Dwa miesiące wakacji spedzila u burzuazyjnej rodziny we Wloszech, mieszkając w Punta Ala, Rzymie, Mediolanie i na Sardynii.Chcieli nianie tylko z angielskim, mieli duzo wymagan, ale napisalismy Magdzie wspaniale referencje do agencji. Rodzina byla spowinowacona z włascicielami Fendi.Luksusowe zycie bylo jej udzialem, a do opieki uroczy 5-letni chlopczyk, z ktorym miala glownie rozmawiac o sporcie i bawic sie plazach. Do miast jechali na krotko, ale tez miala okazje je zwiedzić z pozostałą " słuzbą", ktorzy jej pomogli zobaczyc, bo oni z ta rodziną byli dłużej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No popatrz, rodzina włoska spokrewniona z Fendi!:) To wspaniałe przeżycie i wspomnienia!
      No tak, tu chłopcy to głównie o sporcie, a raczej o piłce nożnej gadają:))

      Usuń
  5. Milo, ze pamietasz o nas ;-). Jak jak czasami sobie przypominam ta Twoja wizyte to najbardziej Cie pamietam na hustawce na placu zabaw, we fruwajacej spodniczce i Twoj rozowy podkoszulek pamietam ;-). I, ze tak bardzo chcialam Ci tak wiele pokazac ale nic z tego nie wyszlo. Kiedys Cie czeka nasza rewizyta, badz przygotowana ;-). Jak wygram w Lotto hahaha.

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj :) Ja tydzień temu wróciłam z 3-tygodniowej wycieczki właśnie po zachodnich Stanach. Najmocniej polecam, chociaż nie mam porównania z Zachodem. Dokładnie czuję to samo co Ty (ja byłam 5 lat temu w USA na dłużej na work&travel) i też do tej pory czuję, że jakaś cząstka mnie tam została i zostanie na zawsze. Ostatni wyjazd urlopowy do Kalifornii przypomniał mi jak to cudownie jest w Stanach i właśnie usiłuję się od tygodnia pozbierać i odrzucać dręczące myśli o przeprowadzeniu się tam na stałe... Fajnie, że są ludzie, którzy tak samo miło wracają myślami za ocean :))) Pozdrawiam najmocniej!

    OdpowiedzUsuń